Transmisja online

Msze św.

W NIEDZIELE

w kościele - 7.00, 10.30, 12.00, 18.00
w kaplicy - 9.00

W TYGODNIU

codziennie - 7.00 i 18.00

Twoja Biblia

Dialogi na cztery nogi katolickiego Agnostyka i Scholastyka Cz. I, czyli:

„Jak 1+2+3+4 = WIARA”

 

Agnostyk (A): Ojcze Scholastyku! Bardzo dziękuję za zaproszenie mnie do rozmowy o wierze. Uważnie przeczytałem list, który do mnie napisałeś i powiem szczerze: Mam wrażenie, iż Twoja korespondencja wygląda trochę jak rozmowa ze „ślepym o kolorach”. Ja pisałem o niebie, tzn. o wierze, a Ty o chlebie, czyli o jakichś bytach, kurze, „prowdach”, rozumie, woli… i tym podobnych dyrdymałach filozoficznych. Powiedz mi szczerze: czytałeś mój list? Bo nie wiem, co mają wspólnego Twoje wywody z pytaniami, które Ci zadałem? Po prostu nie rozumiem tego!  

Scholastyk (S): Mój drogi Przyjacielu! Z przykrością muszę stwierdzić, że chyba jednak niezbyt uważnie przeczytałeś mój list! Te, jak je nazywasz, „filozoficzne dyrdymały” są bardzo istotne w rozważaniach o wierze. Wiara bowiem zawsze odnosi się do bytu, w tym przypadku bytu transcendentalnego, którego nie możemy poznać naszymi zmysłami. Tym, co determinuje wiarę jest prawda, którą poznajemy rozumem oraz przyjmujemy aktem woli. Podobnie, jak równanie matematyczne 1+2+3+4 daje nam prawo do wskazania prawidłowego wyniku, tj. liczby 10, tak również suma 1 -PRAWDY, 2 – ROZUMU, 3 – WOLI oraz 4 – LASKI BOŻEJ uprawnia nas do mówienia o prawdziwej WIERZE. Moje wywody miały na celu właśnie to, abyś poznał i zrozumiał tę prawidłowość.

A: No… trochę mnie poniosło, przepraszam. Faktycznie pisałeś o tym w wielu miejscach. Pamiętam też Twoją analizę różnych rodzajów prawdy. Pozwól, proszę, że w tym miejscu zapytam: kiedy ktoś może powiedzieć, że naprawdę wierzy? Chodzi mi o wiarę w ujęciu klasycznej teologii katolickiej, którą tak bardzo kochasz?

S: Choć jestem człowiekiem posuniętym w latach, który zastanawiał się nad tym od dawna, to nadal mam dylematy i wątpliwości. Jak to się mówi: człowiek całe życie się uczy, a i tak głupi umiera (śmiech). A tak całkiem serio: Wiara, to po pierwsze credo Deum (wiara w Boga) – czyli uznanie prawdy o Nim, polegające na przyzwolenie umysłu akceptującego fakt, że Bóg istnieje i że się objawił, tzn. daje się poznać. Wiara, to po drugie credo Deo (wiara Bogu) – czyli przyzwolenie woli polegające na tym, iż uznaję Boga, ufam Mu i zawierzam siebie. I po trzecie w końcu, wiara to credo in Deum (żywa wiara) - czyli wierzę w Boga, wierzę Bogu, idę ku Niemu i co najważniejsze - z Nim podążam przez życie. O prawdziwej wierze możemy mówić tylko wówczas, gdy wszystkie te elementy występują łącznie. Gdy usuniemy choćby jedno  „credo”, nigdy nie będziemy mogli mówić o prawdziwej wierze! Krótko rzecz ujmując: nie możesz twierdzić, że wierzysz, gdy nie znasz Boga i prawdy o Nim. Nie możesz również mówić że wierzysz, gdy nie przyjmujesz całej prawdy o Bogu lub przyjmujesz Ją w sposób wybiórczy i niepełny. W końcu nie możesz uważać się za wierzącego, gdy nie żyjesz zgodnie w tym, w co i w kogo wierzysz. 

A: Ojcze, a co w tym równaniu stanowi prawdę? Pisałeś wcześniej, że wiara jest ściśle związana z bytem oraz prawdą o nim.

S: Po pierwsze, prawdą jest, że Bóg jest bytem, bytem osobowym, bytem doskonałym, bytem jedynym, niepowtarzalnym i niezależnym od czegokolwiek. Po drugie, prawdą jest, że sam Bóg jest Prawdą, a co za tym idzie, jest również źródłem poznania Jego samego i prawdy o Nim. Prawdę o Bogu możemy poznać dzięki temu, że On sam nam Ją nam objawił. Po trzecie, prawdą jest, że prawda o Bogu jest obiektywna oraz ostateczna, gdyż pochodzi bezpośrednio od Niego samego, tj. od Najwyższego Autorytetu. Stąd wniosek, że może występować tylko jedna, jedyna oraz stała, czyli absolutna i niezmienna prawda o Bogu. Jeśli spróbujesz wyrzucić z tego logicznego ciągu choćby jeden element, dojdziesz zapewne do wniosku, że albo Bóg nie istnieje, albo oprócz Niego istnieją inni bogowie - za każdym jednak razem będą to tylko Twoje bożki.

A: Ok. Zgadzam się z Tobą, że taka jest „natura Boga” i prawda o Nim. Tak właśnie rozumiem istotę Boga. Jeśli przyjmiemy mnogość bogów, to zgodnie z tą logiką nie możemy mówić równocześnie o jedynym i prawdziwym Bogu. Powiedz mi proszę, jak to się ma do wiary?

S: Przedstawione przeze mnie definicje Boga oraz prawdy o Nim, nie wyczerpują w pełni tematu i oczywiście są pewnym uproszczeniem. Niemniej jednak, spróbuj przyłożyć je do definicji wiary i powiedz mi, co Ci wychodzi?

A: Hmm. Po pierwsze, skoro przyjmiemy, że jest jeden Bóg - byt najdoskonalszy, niezmienny, absolutny, to oczywiście musimy również przyjąć, że istnieje jedna i jedyna prawda o Nim, a my, z naszymi ograniczeniami, nie jesteśmy w stanie sami z siebie dojść do poznania Jego samego oraz prawdy o Nim. Oczywistym jest, że poznanie prawdy o Bogu może dokonać się w oparciu o to, co On sam o sobie mówi, czyli objawia. • Po drugie, skoro uznajemy, że jest jeden Bóg, to nie możemy przejść obok tej prawdy obojętnie, tzn. musimy ją albo przyjąć, albo odrzucić. Po trzecie, skoro Bóg istnieje i daje się poznać, to tylko głupiec odrzuci szansę nawiązania z Nim osobistej relacji. Dobrze myślę?

S: Doskonale i bardzo logicznie! Jak zsumujesz wszystkie swoje kropki, to za każdym razem wyjdzie WIARA.

A: Hurra!

S: Pozwól, że w tym miejscu zadam Ci bardzo osobiste pytanie: czy biorąc pod uwagę to wszystko, o czym mówimy, jesteś w stanie powiedzieć o sobie, że uwierzysz?

A: Ups. Szczerze powiem, że po tym wszystkim, co mi powiedziałeś, tak naprawdę nie wiem. Nie wiem, jaki jest Bóg, bo do tej pory nie próbowałem Go poznać. Nie wiem, czy wierzę w to, co Bóg objawił, bo nie wiem nawet, co objawił. Nie wiem w końcu, czy żyję wiarą, ponieważ nie potrafię skonfrontować mojego życia z tym, w co powinienem wierzyć. To jakiś dramat jest! Ojcze, czy mógłbyś mi powiedzieć na początek, w co powinienem wierzyć?

S: Oczywiście! Zacznijmy Mój Drogi Przyjacielu od...

 

Dialogi na cztery nogi katolickiego Agnostyka i Scholastyka Cz. II, czyli:

„Jaką Państwu podać kawę?

 

Scholastyk (S): Zacznijmy mój drogi Przyjacielu od przypomnienia, że Bóg jest osobą, którą możemy poznać swoim rozumem oraz przyjąć aktem woli…

Agnostyk (A): Ojcze, to ustaliliśmy już wcześniej. Powiedz mi lepiej, jak możemy odkryć i poznać kogoś, kogo nie widzimy oraz nie słyszymy, kogoś, kto jest tak abstrakcyjny, że aż nierealny? Skąd u Ciebie przekonanie, że Bóg istnieje, że jest taki, a nie inny...?

S: Zapewne masz ojca, więc powiedz mi, proszę, jaki on jest, jak wygląda, czym się zajmuje, jak żyje, czy go kochasz…?

A: Nie poznałem osobiście mojego taty! Zmarł zaraz po moich narodzinach. Niestety nie miałem okazji go zobaczyć oraz usłyszeć. Mama opowiadała mi tylko, że był bardzo dobry, pracowity, kochający, wierny i troszczył się o nas. Na zdjęciach wygląda na przystojnego faceta. Pozostawił również po sobie wiele pamiątek, a z okresu, kiedy za obronę prawdy siedział w komunistycznym więzieniu mam od niego wiele listów pisanych do mamy i starszego rodzeństwa. Pytasz, czy go kocham? Oczywiście, że tak! Chociaż nie było mi dane spotkać go osobiście, to wiem, że noszę w sobie jego cząstkę, a w trudnych momentach mojego życia czułem jego bliskość… Ojcze Scholastyku, po co w ogóle pytasz mnie o to i dlaczego uciekasz od odpowiedzi na moje pytania?

S: Mój drogi, od niczego nie uciekam. Na Twoje pytania nie muszę odpowiadać, bo sam sobie na nie odpowiedziałeś. Dotknąłeś bowiem istoty objawienia oraz jego treści. Swojego ojca nigdy nie widziałeś, ale wiesz, że był, bo gdyby go nie było, nie byłoby również Ciebie. Kim był Twój ojciec, dowiadujesz się od mamy oraz rodzeństwa, a także z treści listów, które pozostawił po sobie. Doświadczasz jego obecności, choć go nie widzisz oraz nie słyszysz. Do tego właśnie w największym skrócie sprowadza się objawienie i poznanie Boga. Rozumiesz analogię?

A: Nie bardzo! Możesz trochę jaśniej? Dlaczego nie mówisz wprost, tylko ciągle robisz jakieś analogie i komplikujesz sprawę?!

S: Nie komplikuję. Po pierwsze, staram się tylko, abyś sam doszedł do poznania Prawdy. Po drugie, chciałbym, abyś otworzył się na prawdę o Bogu, tak jak jesteś otwarty na prawdę o swoim ojcu. Po trzecie, chcę Ci pokazać, że poznanie Prawdy nie jest takie trudne i nie trzeba być teologiem, aby Ją odkryć. Oprócz otwartości i chęci potrzebujesz jeszcze tylko łaski. Spróbujmy zatem razem poszukać prawdy. Bóg, chociaż Go nie widzimy, istnieje i daje się poznać. Tak samo jak Ty możesz poznać swojego ojca poprzez cechy, które po nim odziedziczyłeś, tak samo Boga może poznać każdy człowiek po tym, że jest stworzony na Jego obraz i podobieństwo. Każdy z nas może rozpoznać boski pierwiastek w swojej naturze. Dzięki rozumowi możemy poznać nie tylko prawa naturalne wpisane przez Boga w naszą naturę, ale również możemy odkryć prawdy transcendentne. Każdy człowiek - i tylko człowiek - wyposażony jest w wolną wolę i posiada duszę. Skoro dzięki widzialnym dziełom swojego ojca oraz pamiątkom po nim dochodzisz do wniosku, że on był, to również o istnieniu Boga możesz dowiedzieć się z dzieł, których dokonał i znaków, które pozostawił. Drugim ważnym elementem objawienia jest słowo. Po pierwsze, swojego ojca poznałeś i pokochałeś na podstawie ustnego przekazu mamy oraz rodzeństwa. Po drugie, czytając jego listy, mogłeś  przekonać się, co czuł, co myślał oraz czego pragnął. Dzięki nim mogłeś poznać również jego charakter oraz historię jego życia. Podobnie jest z objawieniem; Boga również możesz poznać przez słowo i dzięki słowu, które do Ciebie kieruje...

A: No, nieźle połączyłeś te kropki. Czy właśnie na tym polega Objawienie?

S: Mniej więcej! Musisz pamiętać, że Bóg objawia się poprzez dzieła, szczególnie poprzez dzieło stworzenia człowieka. Obserwując stworzony świat, możemy bez trudu dojść do wniosku, że został on urządzony i zaprojektowany przez kogoś absolutnie mądrego i doskonałego. Świetnie ujął tę kwestię św. Tomasz z Akwinu, formułując pięć dowodów na istnienie Boga. Hierarchiczność stworzeń oraz celowość ich istnienia wskazują na brak jakiejkolwiek przypadkowości. Prawdopodobieństwo, że świat powstał w drodze przypadku i ciągu niekontrolowanych procesów fizyko-chemicznych, jest tak samo niskie, jak prawdopodobieństwo powstania myśliwca F-16 z luźno rozrzuconych w hangarze części i wprawionych na kilka milionów lat w ruch przy pomocy potężnych wirników. Bóg objawia się również poprzez Słowo. Tym Słowem jest nie kto inny, jak sam Jezus Chrystus. Bóg objawił się w Nim i przez Niego, a objawienie to możemy poznać dzięki Pismu Świętemu oraz Tradycji. Zanim apostołowie i pierwsi uczniowie spisali w formie Ewangelii i listów świadectwo życia oraz dzieła Chrystusa, najpierw ustnie głosili Dobrą Nowinę i opowiadali, co widzieli i przeżywali u boku Mistrza. Nie wszystko jednak, co Jezus i apostołowie głosili znalazło się na kartach Pisma Świętego. Wprost o tym mówi św. Jan Apostoł, który stwierdza, że gdyby szczegółowo opisać wszystko, co Jezus mówił oraz działał, to cały świat nie pomieściłby ksiąg, jakie trzeba by napisać. Właśnie ten ustny przekaz nazywany jest Tradycją. Dlatego ma ona tak doniosłe znaczenie i jest traktowana w porządku objawienia na równi z Pismem Świętym i Magisterium...

A: Z czym? Jakim Magisterium? O czym Ty mówisz?!

S: Tak, mój drogi! Boga możemy poznać i zrozumieć w pełni tylko dzięki Magisterium Kościoła, tj. Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła, który służy tak Pismu Świętemu, jak i Tradycji. Jego zadaniem jest czuwanie nad prawowiernym przekazywaniem prawd wiary, zapewnienie prawidłowej ich interpretacji oraz odpowiedniego rozumienia. Najpełniej i najdonioślej Magisterium wyraża się  poprzez dogmaty...

A: Scholastyku, proszę, tylko nie to! Nie mieszaj do tego Kościoła i dogmatów! Czy samo Pismo Święte nie wystarczy...? Po co komu Magisterium? Po co komu dogmaty? Skąd Ci to w ogóle przyszło do głowy?

S: Z picia kawy, a dokładnie z dylematu: biała czy czarna, bo trochę białej i trochę czarnej w jednej filiżance naraz, nie da się zrobić. Zanin jednak Ci to wyjaśnię, proponuję filiżankę kawy. Biała czy czarna, bo innej nie podaję? (śmiech).

 

Dialogi na cztery nogi katolickiego Agnostyka i Scholastyka Cz.III, czyli:

„Niezłe kwiatki” 

Scholastyk (S): Pytasz mnie o to, czym są dogmaty i komu są one potrzebne? Po co komu Kościół, Tradycja i Magisterium? W końcu zadajesz pytanie, czy samo Pismo Święte nie wystarczy? Niestety w Twoich pytaniach wyczuwam niechęć, uprzedzenie oraz niczym nieuzasadniony bunt. Niepotrzebnie się tak spinasz i naginasz, skoro sam, nawet o tym nie wiedząc, przyznałeś, że dogmat istnieje, że Kościół jest potrzebny, Tradycja ważna, a Magisterium konieczne…

Agnostyk (A): Ja tak powiedziałem?! Scholastyku, nie wciskaj mi tu ciemnoty! Nic takiego nie mówiłem! Mało tego, uważam, że wszystko to jest niepotrzebne i niczemu nie służy…

S: Doprawdy? Dlaczego sam sobie przeczysz? Czy to nie Ty przyznałeś, że istnieje jedna, obiektywna i absolutna Prawda? Czy mi się wydaje, ale to chyba Ty przyznałeś również, że Prawdę tę poznajemy rozumem i przyjmujemy aktem woli? W końcu coś mi się zdaje, że potwierdziłeś również, iż prawdę poznajemy i przyjmujemy dzięki autorytetowi, czyli komuś, kto tę Prawdę zna i rozumie ją najlepiej.

A: No tak. Tak mówiłem i co z tego? Co to ma wspólnego z całym tym teologicznym anachronizmem, którym się posługujesz?

S: Po pierwsze, nie anachronizmem, bo to, że nie rozumiesz podstawowych pojęć, nie świadczy o ich anachronizmie, ale raczej wskazuje na Twoją ignorancję i braki. Dogmat, mój drogi, to nic innego jak Prawda, którą Bóg objawił. Prawda ta została objawiona w Piśmie Świętym oraz Tradycji. Tradycja natomiast to ustny przekaz prawd objawionych. Pamiętaj, że zanim powstało Pismo Święte, Dobra Nowina głoszona była bezpośrednio przez apostołów, jak to się mówi: face to face. Właśnie to ustne głoszenie prawd wiary nazywa się Tradycją Apostolską. Zwróć uwagę, że apostołowie najpierw głosili Słowo Boże, a dopiero później napisali swoje Ewangelie. Powiem Ci więcej: jedna z Ewangelii wcale nie była napisana przez apostoła Jezusa, lecz ucznia św. Pawła. Jak sądzisz, skąd św. Łukasz – bo o nim mowa – pozyskał prawdę, którą opisał w swojej Ewangelii?

A: Pewnie z opowiadań innych świadków. Nie rozumiem jednak, jak połączyć dogmat z Pismem Świętym, Tradycją, Kościołem oraz Magisterium, czyli Urzędem Nauczycielskim...

S: I w tym miejscu dotykamy wielkiej tajemnicy, jaką jest Kościół. Zanim jednak do Niego przejdziemy, spróbuję połączyć Twoje kropki. Po pierwsze: zwróć uwagę na to, że Prawdy Wiary były głoszone bezpośrednio przez apostołów oraz osoby przez nich powołane do głoszenia Dobrej Nowiny. Po drugie: czytając Dzieje Apostolskie oraz Listy Apostolskie, zauważysz, że w czasie głoszenia Słowa Bożego pojawiały się w pierwszych wspólnotach chrześcijańskich różnorakie problemy, błędy i nieporozumienia, które apostołowie korygowali, przypominając Prawdy Wiary, często stanowczo napominając błądzących. Zwróć, proszę, uwagę na bardzo istotny szczegół zawarty w 15. Rozdziale Dziejów Apostolskich, gdzie opisany jest tak zwany Sobór Jerozolimski. Otóż znajdziesz w nim opis przebiegu zgromadzenia apostołów w celu rozstrzygnięcia istotnej kwestii doktrynalnej. Konieczność odbycia Soboru wynikała z faktu, że niektórzy nauczali pogan, że aby dostąpić zbawienia, muszą poddać się obrzezaniu. Ta sytuacja wywołała spore zamieszanie i spory wśród pierwszych chrześcijan. W związku z tym apostołowie postanowili rozstrzygnąć tę kwestię na zgromadzeniu, wydając stosowny dokument. Czytając ten fragment Dziejów Apostolskich, znajdziesz tam wszystko, o czym Ci mówię. Znajdziesz tam na przykład dogmat, że łaska Boża jest do zbawienia konieczna:  „Wierzymy przecież, że będziemy zbawieni przez łaskę Pana Jezusa tak samo jak oni [poganie]” (Dz 15, 11). Bez problemu dostrzeżesz również Magisterium – czyli Urząd Nauczycielski Kościoła na czele ze św. Piotrem – pierwszym papieże oraz apostołów zgromadzonych z nim w jedności: „Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my…” (Dz 15,28). Dostrzeżesz w końcu sens następnych kilkunastu soborów, które miały miejsce na przestrzeni minionych wieków.

A: Scholastyku, wszystko, co do tej pory mówisz, jest logiczne i spójne, ale nie rozumiem, dlaczego Kościół co rusz wymyśla nowe dogmaty oraz określa nowe prawdy wiary, które nie znajdują potwierdzenia w Piśmie Świętym?

S: Mój drogi przyjacielu, w kwestii dogmatów Kościół nic nie wymyśla i nie tworzy. Cała Prawda została już dawno temu objawiona, a objawienie definitywnie się zakończyło. Przyjmuje się, że objawienie zakończyło się wraz ze śmiercią ostatniego apostoła lub śmiercią ostatniego świadka zmartwychwstania. Słusznie pytasz, skąd zatem biorą się dogmaty? Pozwól, że posłużę się pewnym bardzo uproszczonym i niedoskonałym porównaniem. Wyobraź sobie roślinę, a dokładnie korzeń głęboko wrośnięty w ziemię, łodygę oraz pąk kwiatu. Wyobraź sobie, że dobry ogrodnik codziennie ją podlewa i pielęgnuje, a promienie słoneczne przenikają ją i rozgrzewają. Całe piękno kwiatu zawarte jest w tym pąku – malutkim i niepozornym. Powoli, bardzo powoli pąk się rozwija, ukazując całe ukryte piękno kwiatu: listek po listku, płatek po płatku i tak bez końca. Za każdym jednak razem ujawnia się coraz piękniejszy kwiat, coraz wyrazisty szczegół. Wyobraź sobie, że ten kwiat ciągle kwitnie, odkrywa swoje piękno oraz za każdym razem porywa Cię w zachwycie. Mniej więcej tak właśnie jest z Kościołem i prawdą objawioną, czyli dogmatem. Tak jak w pąku zawarty jest cały kwiat, tak samo cała Prawda objawiona została w Kościele. Tak jak słońce przenika i rozgrzewa roślinę, tak samo Duch Święty przenika Kościół, odkrywając przed nami i w nim całą prawdę i poruszając rozum oraz wolę do poznania tej prawdy. Cała Prawda objawiona od zawsze była zawarta w Kościele, nawet tak małym, jakimi były pierwsze wspólnoty chrześcijańskie. Kościół nie wymyśla piękna Prawdy, ale ją opisuje, zwracając uwagę na detale, których nie jesteśmy w stanie sami odkryć oraz zrozumieć, choć jesteśmy częścią tej samej rośliny.

A: A skąd u Ciebie przekonanie, że Prawda objawiona zawarta jest w Kościele i dlaczego akurat w nim? Skąd bierze się u Ciebie takie porównanie? Czy Ty naprawdę nie widzisz, co się dzieje z Twoim Kościołem, że bardziej przypomina zaorane pole niż kwietną łąkę? Czy Ty naprawdę tego nie widzisz, Scholastyku? Milczysz? Nie masz tym razem nic do powiedzenia? No powiedz coś w końcu...

 

Dialogi na cztery nogi katolickiego Agnostyka i Scholastyka Cz. IV, czyli:

„Wyginam śmiało ciało!”

 

Scholastyk (S): Zanim powiem Ci swoje zdanie na temat Kościoła, chciałbym, abyś to Ty pierwszy powiedział mi, czym według Ciebie jest Kościół, jak go postrzegasz, jak rozumiesz i w końcu, co dla Ciebie znaczy?

Agnostyk (A): Skoro wywołałeś ten temat i tak bardzo chcesz, to Ci powiem. Kościół to instytucja stara jak świat i aż dziwne, że jeszcze trwa. Pytasz, jak postrzegam Kościół? Kościół to pedofilia, afery i skandale seksualne; to również przepych, próżność, arogancja i chciwość. Kościół to ciągłe kłótnie i spory, wzajemnie zwalczające się frakcje i bez pokrycia deklaracje. Tak, Scholastyku, dobrze słyszysz, tak właśnie widzę Kościół. A Ty, zamiast czytać te swoje książki, włącz lepiej telewizor i otwórz internet – sam zobaczysz,  że ten Twój Kościół wygląda jak zaorane pole, a nie kwietna łąka. Czyż nie?!

S: Czy to już wszystko, co masz do powiedzenia? Bo zdaje mi się, że zapomniałeś jeszcze o kilku istotnych zarzutach. W swojej wyliczance zapomniałeś wymienić zdrady małżeńskie, kradzieże, oszustwa, morderstwa, gwałty, aborcję, eutanazję… Możesz wymyślić każdy rodzaj zła i śmiało dołożyć do tej listy.

A: Scholastyku, no bez przesady! Co prawda jestem krytyczny wobec Kościoła, ale pewnych granic nie przekraczam. Ja nic takiego nawet sobie nie pomyślałem i albo sobie ze mnie kpisz, albo jesteś większym agnostykiem niż ja (śmiech).

S: Nic z tych rzeczy, przyjacielu, nie kpię z Ciebie i mówię całkiem serio. Sedno problemu tkwi jednak w tym, że kompletnie nie rozumiesz, czym naprawdę jest Kościół. Twoja krytyczna ocena jest uzasadniona, ale – jak to zwykle z Tobą bywa – masz rację tylko po części i nie mówisz całej prawdy. Niestety zapomniałeś już to, o czym pisałem Ci w liście i o czym rozmawialiśmy wcześniej. Prawda, mój drogi przyjacielu, jest prawdą tylko wtedy, gdy obejmuje cały badany byt, a opis ten jest zgodny z rzeczywistością. Wybacz mi zbyt dosadne stwierdzenie, ale muszę to powiedzieć: częściowa prawda o Kościele, którą prezentujesz, jest tyle warta, co „… prowda”. Po pierwsze, Agnostyku, myli się ten, kto Kościół utożsamia wyłącznie z duchownymi i zapomina przy okazji o wszystkich innych wierzących, tzn. włączonych przez chrzest do wspólnoty Kościoła. Tak, mój drogi, dobrze słyszysz, Kościół to również Ty i ja, cały Ty i cały ja! Kościół to MY z całym naszym „dobrodziejstwem”; z naszymi cnotami i wadami, dobrymi uczynkami i grzechami. Kiedy mówimy o Kościele, musimy mieć na uwadze całą wspólnotę ludzi wierzących; dobrych i złych, świętych i grzesznych, czystych i splamionych grzechem. Dlatego jednym tchem wymieniłem wszystkie te plugastwa, ponieważ zdarza się, że dopuszczają się ich ludzie wierzący, i to niezależnie od tego, jaką rolę pełnią w Kościele. Ograniczanie zła w Kościele wyłącznie do duchowieństwa jest nadużyciem i uproszczeniem nielicującym z osobą inteligentną, a za taką Cię uważam. Żaden grzech, niezależnie od tego, kto go popełnia, nie pozostaje bez echa i wpływu na cały Kościół i jego obraz w świecie. Trafnie ujął to św. Paweł w 12 Rozdziale Pierwszego Listu do Koryntian, gdzie pisze: „Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi Jego członkami... Tak więc, gdy cierpi jeden członek, to współcierpią wszystkie inne członki...”. Dokładnie tak samo jest z grzechem w Kościele. Kiedy grzeszy jeden i cierpi jego dusza, to skutki grzechu odczuwa cała wspólnota.

A: Czy przez to chcesz usprawiedliwić grzechy hierarchów?

S: Absolutnie nie! Powiem Ci więcej: biada każdemu, przez którego przyjdzie zgorszenie; byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w morzu! Niestety, Agnostyku, słowa te nie odnoszą się wyłącznie do kapłanów, ale dotyczą każdego wierzącego, również nas! W przypadku dopuszczenia się zgorszenia, różnica między nimi a nami polegać może wyłącznie na wielkości kamienia i długości sznura. Zwróć jednak uwagę na użyte przez św. Pawła stwierdzenie: „Jesteście Ciałem Chrystusa”.

A: Bardzo obrazowe porównanie, ale czy rzeczywiście trafne? Jakoś tego w świecie nie widać.

S: Zaraz, zaraz! Skoro ustaliliśmy, że Kościół to również wspólnota ludzi wierzących, to bardzo proszę, abyś nie patrzył na niego wyłącznie z perspektywy zdeprawowanych kapłanów, jak np. Marcial Maciel Degollado, i skompromitowanych kardynałów, jak McCarrick. Teraz ja Ciebie proszę: wyłącz telewizor, zamknij internet, włącz myślenie i skup się na tym, co chce Ci powiedzieć św. Paweł. Kościół jest bowiem Mistycznym Ciałem Chrystusa, oznaczającym społeczność wszystkich dusz uświęconych i zjednoczonych niewidzialnymi, wewnętrznymi i duchowymi węzłami z Chrystusem i w Chrystusie, a przez Chrystusa z Bogiem Ojcem przez Ducha Świętego. Kościół zatem, to nie tylko wspólnota ludzi wierzących żyjących tu na ziemi, których nazywamy Kościołem walczącym. Skoro Kościół to wspólnota, to również wspólnota świętych w Niebie, która jest Kościołem triumfującym oraz wspólnota dusz czyśćcowych, które należą do Kościoła cierpiącego. Dopiero gdy połączymy te trzy rzeczywistości w jedną całość, możemy mówić o prawdziwym Kościele, który jest jeden, święty, powszechny i apostolski, a głową którego jest sam Chrystus. Nikt ani nic, poza naszym grzechem, nie może nas pozbawić jedności i łączności z Kościołem i jego Głową.

I na koniec tego wątku, ważna dygresja: Patrząc na Kościół, pamiętaj również, że na świecie żyje ponad miliard trzysta milionów katolików. Kapłani stanowią jedynie promil ogółu wierzących, a księża pedofile, to niecały promil ogólnej liczby duchownych. Nie podaję Ci tej statystyki, żeby bagatelizować problem grzechu wśród duchowieństwa. Chcę zwrócić Twoją uwagę, że zło na świecie istnieje również przez takich jak my, ludzi mieniących się osobami wierzącymi, a jednocześnie popełniającymi grzechy. To jest jedna strona  medalu! Druga jest taka, że Kościół to nie tylko grzech i grzesznicy, o których głośno w mediach, ale również ludzie święci, o których nie usłyszysz w radiu, czy telewizji oraz nie przeczytasz w internecie. Nie krzyczą w mediach i nie nagłaśniają dobra, które czynią, ale swoim uczciwym życiem, modlitwą, cierpieniem i dobrymi uczynkami leczą rany zadawane Kościołowi, również przez takich jak my. Osobiście uważam, że tych z tej drugiej strony medalu jest zdecydowanie więcej. Nie podam Ci proporcji, bo ich nie znam, ale wystarczy, że rozejrzysz się wokół siebie i sam się przekonasz, że znasz więcej dobrych kapłanów oraz prawdziwie wierzących, niż podają media. Skończyłem.

A: Jaki koniec?! Teraz dopiero nasza rozmowa nabiera rumieńców (śmiech). Nadal jednak nie rozumiem tych przymiotów Kościoła: jeden, święty, powszechny i apostolski. Co to w ogóle znaczy? Czy mógłbyś mi to wyjaśnić, ale tak na chłopski rozum? Proszę!

S: Oczywiście! Jeśli nie masz jeszcze dosyć, lubisz gimnastykę i gotowy jesteś wyginać śmiało ciało, to na początek pochylmy się głęboko nad świętością Kościoła i jego Głową...

Dialogi na cztery nogi katolickiego Agnostyka i Scholastyka Cz. V, czyli:

„Oczy szeroko zamknięte”

Agnostyk (A): Ojcze Scholastyku! Bardzo wiele czasu minęło od naszej ostatniej rozmowy, a ja powiem Ci szczerze: tęskniłem za naszymi dialogami.
Scholastyk (S): Przepraszam Cię, mój drogi, ale niestety zaatakował mnie paskudny wirus i wyłączył mnie z aktywności na dłuższy czas. Na szczęście z pomocą Bożą i dzięki wsparciu dobrych ludzi udało się przezwyciężyć chorobę i już powoli wszystko wraca do normy. Cieszę się bardzo, że cierpliwie czekałeś i jesteś pełen zapału do kontynuowania naszych rozmów. A tak przy okazji: pamiętasz może, na czym tośmy skończyli?
A: Oczywiście, że pamiętam. Miałeś mi wytłumaczyć sprzeczność zawartą w Wyznaniu Wiary, gdzie z jednej strony wyznajemy, że wierzymy w święty Kościół, a jednocześnie widzimy, że święty nie jest. Mówiłeś, że wiara jest rozumna, spójna i logiczna, a tu takie zasadnicze i niedające się pogodzić ze sobą sprzeczności. Nawet, jeśli w całym Kościele będzie 90% ludzi świętych, to te 10% nieświętych przeczy Twojej tezie, że Kościół jest święty. Scholastyku, sam mnie uczyłeś, że prawdziwe jest tylko takie twierdzenie, które jest zgodne z rzeczywistością. W przypadku Kościoła; jeśli choć jeden jego członek jest grzeszny, to nie możemy mówić o świętym Kościele jako całości. Scholastyku, mój drogi, chyba w tym momencie poległeś od własnej broni klasycznego i scholastycznego rozumowania i wnioskowania.
S: Doprawdy? Nie sądzę, drogi Agnostyku i mam wrażenie, że to Ty wpadłeś w pułapkę semantycznych wygibasów, zapominając o istocie, czyli definicji i znaczeniu pojęć. Pozwól, że na początku uporządkujemy naszą rozmowę, a wtedy będzie łatwiej zrozumieć, co znaczy święty Kościół i na czym ta świętość polega, a co najważniejsze – sam się przekonasz, że wskazana przez Ciebie sprzeczność ma charakter pozorny. Przypomnę, tak na marginesie, że wyznanie wiary w święty Kościół pochodzi co najmniej z trzeciego wieku ery chrześcijańskiej. W tym czasie zostało ustalone Wyznanie Wiary, znane dzisiaj jako Symbol Nicejsko-Konstantynopolitański, w którym, odmawiając go w każdą niedzielę oświadczasz: „Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół”. Tak, Agnostyku, wyznajesz to co niedzielę w kościele.
A: Ups, no właśnie. Widząc Kościół z całymi jego grzechami oraz odmawiając „Symbol” sam sobie przeczę i mówię to, w co tak naprawdę nie wierzę...
S: … bo kompletnie tego nie rozumiesz. I właśnie w tym tkwi cały problem: w widzeniu, a dokładniej w postrzeganiu! Agnostyku, choć Kościół nie jest Bogiem, a tylko Bóg jest święty, to właśnie z tego powodu, że tylko Bóg jest święty, również powołany przez Niego Kościół jest święty.
A: No, toś pomógł (śmiech). Nie mogłeś tego bardziej skomplikować?
S: Nie gorączkuj się, tylko cierpliwie posłuchaj, co mam Ci do powiedzenia.
Kluczowe w naszej rozmowie jest pytanie: czy widząc brak świętości w Kościele, możemy odrzucić świętość samego Kościoła? Zwróć uwagę, że świadomie kładę w tym momencie nacisk na słowo „widzieć”, bo jeśli oceniamy Kościół tylko po tym, co widzimy, to niewątpliwie możemy mówić o sprzeczności, na którą zwracasz uwagę. Niestety, mój drogi, takie patrzenie jest bardzo płytkie, powierzchowne i obarczone błędem. O kimś, kto tak patrzy na Kościół możemy powiedzieć, że ma „oczy szeroko zamknięte” i nie dostrzega tego, co tak naprawdę jest istotne. Jeśli chcesz naprawdę dostrzec istotę Kościoła i Jego świętość w tym na co patrzysz, to musisz spojrzeć głębiej, zanurzyć się w samą Jego istotę, czyli, jak to się mówi, zajrzeć do Jego serca.

A: Czyli gdzie, jak, w co...?

S: Załóżmy zatem okulary wiary i spójrzmy… (cdn.)

 

Józef Heczko