Transmisja online

Msze św.

W NIEDZIELE

w kościele - 7.00, 10.30, 12.00, 18.00
w kaplicy - 9.00

W TYGODNIU

codziennie - 7.00 i 18.00

Twoja Biblia

To było 10 lat temu. W salce pachnącej starymi zbiorami, lekko zalatującej wilgocią, odbyło się spotkanie niczego nieświadomych ochotników przygody pod nazwą schola parafialna. Nie było żadnego planu ani konkretnych założeń. Było jedynie proste ogłoszenie o możliwości spotkania osób chętnych do wspólnego chwalenia Boga pieśnią, a potem, jakby to nazwano w nowomowie - „casting”, polegający na samodzielnym odśpiewaniu Barki, czyli ulubionej pieśni Św. Jana Pawła II, no i dalej zgodnie z predyspozycjami ochotników ujawnionymi w przesłuchaniu - podział na głosy.

Zadziwiające, jak sprawnie udało się dokonać tego podziału i jak szybko zabrzmiał pierwszy polifoniczny utwór, a była nim pieśń „Kto spożywa moje Ciało”! Ale jeszcze większe zdumienie wywoływała totalna mieszanina pokoleniowo-pochodzeniowa. Kogo tam nie było: dziewczyny z Dzieci Marii i ich nauczycielki, oazowicze i ich animatorzy, żołnierz po wielokrotnych misjach wojskowych w najbardziej niebezpiecznych miejscach Europy i emerytowani aktywni obywatele naszej miejscowości, biznesmen i bezrobotny, i to wszystko zabrzmiało harmonią - od razu z mocą i niesamowitą pasją! I tak trwa już 10 lat, choć skład wielokrotnie się zmieniał, raz ktoś odchodził to znowu ktoś inny ubogacał swoim przyjściem.

Te lata pokazały jakby w pigułce życie każdego człowieka - usłane różnymi doświadczeniami, raz bolesnymi innym razem radosnymi. Był ból straty, kiedy najlepszy bas na Podbeskidziu odchodził na wieczną służbę do Pana, czy też doskonały sopran przechodzący do innych aktywności we własnej wspólnocie. Była radość tworzenia, kiedy grupa amatorów z jaworzańskiej parafii wypuszczała się na głębokie wody festiwalu twórczości religijnej albo jako zespół prowadzący rekolekcje parafialne w jednej z parafii bielskich. Była też radość tworzenia, kiedy okazało się, że również inny sposób aktywności w wykonaniu scholi jaworzańskiej jest możliwy. Tak powstawała stajenka zewnętrzna, montowana od niemal dziesięciu lat na placu przed kościołem parafialnym, czy też cudowne ołtarze stacyjne na uroczystość Bożego Ciała. Wszystko to tworzyli i tworzą nadal członkowie scholi, parafianie i nie tylko, zakochani w muzyce, we wspólnocie parafialnej, bardzo mocno przejęci tym co dzieje się każdego dnia w naszej jaworzańskiej społeczności. 

Wreszcie trzeba wspomnieć o naj-ważniejszym aspekcie istnienia scholi jakim jest Triduum Paschalne i jej czynny udział we wszystkich elementach liturgii największego ze świąt chrześcijańskich. Po tylu latach, można zaryzykować stwierdzenie, że sensem istnienia scholi jaworzańskiej, jak i każdego człowieka jest Zmartwychwstanie naszego Pana Jezusa Chrystusa, odmierzane liturgią męki, śmierci i zwycięstwa Zbawiciela sprawowaną każdej wiosny. Trzeba przyznać, że czas tak szybko płynie, że ani się człowiek obróci a tu znowu wiosna…….. im człowiek starszy tym szybciej upływa czas, ale tym większa jest radość że życie w takiej wspólnocie ma sens i jest potrzebne - na pewno samym członkom scholi - bo każda próba działa jak balsam na skołatane życiem serce, ale również, jak ufam dla parafii, bo chyba nie ma takiej drugiej wspólnoty parafialnej, która łączyłaby się w jeden chór śpiewający śpiewy liturgiczne z taką mocą i zaangażowaniem, jak to dzieje się właśnie w naszej parafii przy okazji Triduum Paschalnego.

Nieżyjący już twórca wielu znanych pieśni religijnych Jan Michalik, napisał kiedyś piosenkę, w której znalazły się między innymi takie słowa:

„Słońce na niebie głosi Twą wielkość, dziecko w ramionach - opiekę i miłość, a wiosna - Twe zwycięstwo!”

Skuteczności tych słów doświadczamy w naszej scholi aż nadto! I choć co roku coraz poważniejsze staje się wezwanie polegające na montażu stajenki, a z każdą wiosną coraz więcej wątpliwości rodzi się czy podołamy kolejnym wyzwaniom, to po wykonanych zadaniach zawsze pozostaje niesamowity pokój i radość - owoce Ducha Bożego.

Dlatego zachęcam Was do tego abyśmy nie ustawali. Choć będą bolały kości od noszenia belek ze stajenki, choć będzie „siadał” głos z różnych przyczyn, choć wiatr różnych doświadczeń zachęci do zaprzestania aktywności, choć samopoczucie psychofizyczne totalnie wyłączy bezpieczniki, nie ustawajmy, żeby nie musiały odezwać się kamienie! Niech przykład wesela w Kanie Galilejskiej, gdzie wierni słudzy pozornie bez sensu nalewali hektolitry wody do stągwi a potem jeszcze bardziej bez sensu zanosili ją staroście weselnemu po to aby ten ogłosił, że właśnie dostarczyli najwyborniejsze wino, przynagla nas do służby, a Św. Cecylia, której wspomnienie niebawem obchodzimy oręduje za nami aby zagościło w nas „Niebo wspaniałe, które trochę od dobra jest dalej i się Miłość - tak prosto nazywa…..”