14 listopada tego roku przypadała 209. rocznica urodzin bł. Edmunda Bojanowskiego – Założyciela Zgromadzenia Sióstr Służebniczek NMP Niepokalanie Poczętej.
Wyobraźmy sobie, że można … zadzwonić do Nieba i złożyć Błogosławionemu życzenia…
- Szczęść Boże, tutaj dziennikarz z Głosu Jaworza, czy mogę rozmawiać z błogosławionym Edmundem Bojanowskim?
- To ja, przy telefonie.
- Chciałem przekazać Błogosławionemu Życzenia i zadać kilka pytań. Czy może mi Pan poświęcić trochę czasu?
- Ależ oczywiście. Czasu mamy tutaj całą wieczność.
- Już wiem, że urodził się Błogosławiony 14 listopada 1814 roku, ale gdzie? Czy istnieje dom, w którym Pan się urodził i wychował?
- Oczywiście. Mój rodzinny dom jest w Wielkopolsce w Grabonogu. Znajduje się 1,5 km od Sanktuarium Świętogórskiej Matki Bożej w Gostyniu.
- Mówią, że w dzieciństwie doświadczył Błogosławiony cudu.
- Tak. Miałem wtedy cztery lata. Bardzo ciężko zachorowałem. Lekarze rozkładali ręce. Moja mama błagała Maryję o pomoc i zawierzyła mnie pod Jej opiekę. Wyzdrowiałem. To był cud.
- Słyszałem, że już jako dorosły człowiek przeżył Błogosławiony straszną epidemię.
- Tak, na ziemi wielkopolskiej wybuchła epidemia cholery. Wtedy z potrzeby serca niosłem pomoc zarażonym, cierpiącym ludziom.
- Często widywano Błogosławionego
z wielką torbą przewieszoną przez ramię, która, w miarę odwiedzanych domów stawała się coraz lżejsza. Roznosił Pan zakupione z własnych pieniędzy żywność, lekarstwa, zioła. Nie bał się Pan wchodzić do domów, gdzie byli zarażeni.
- Pamiętam. To był bardzo trudny czas. Przypominam sobie szczególnie jedną chatę. Mieszkała tam rodzina, w której matka zmarła, a ciężko chory ojciec leżał na drugim łóżku. Troje przerażonych dzieci tuliło się do siebie w kącie. Dzieciom dałem coś do zjedzenia i zostałem z nimi tej nocy, by nie były same. Czuwając przy chorym, zdrzemnąłem się nieco – podczas krótkiego snu przyśnił mi się mój dawny nauczyciel ksiądz Siwicki. We śnie widziałem, jak wiele dzieci wychodzi z domów, z ulic, z opłotków, jak przychodzą do mnie. A Ksiądz powiedział: Weź je, one wszystkie są Twoje. Wówczas nie rozumiałem tego snu. Zrozumiałem go dopiero potem.
- Potem, kiedy osierocone dzieci Pan naprawdę przygarnął do siebie? Stał się Pan jakby ich ojcem. I tak się do Pana zwracały – Ojcze
- Trudne sytuacje ich życia sprawiały, że z konieczności stawałem się dla nich ojcem. Wielu dzieciom choroba zabrała rodziców. Zostały same, bez opieki. Były i takie dzieci, którymi rodzice nie mogli się zająć, bo od rana do wieczora pracowali. Dla takich dzieci założyłem ochronki – by ich chroniły przed złem, by zapewniły im bezpieczeństwo i radość.
–Tak. Miałem właśnie zapytać , jak się to stało, że wiele dziewcząt pomagających w ochronkach zostało siostrami zakonnymi?
- W modlitwie, w codziennym rozeznawaniu Bożej woli, odczytałem, by w dziewczynach opiekujących się dziećmi
i ludźmi chorymi rozwijać wiarę i miłość do Boga. Chciałem im w tym pomóc. Zachęcałem je do postawy służby, do modlitwy… Z czasem same zapragnęły do końca życia służyć Bogu i Maryi w drugim człowieku. Dlatego, z Bożą pomocą, założyłem nowe zgromadzenie zakonne – Służebniczki NMP Niepokalanie Poczętej.
- Od tego czasu minęło już 173 lata. A o co chodzi ze Służebniczkami wielkopolskimi, starowiejskimi, śląskimi i dębickimi? Czy to jedno Zgromadzenie?
- Podczas zaborów siostry były rozproszo-ne, trudno było kierować Zgromadzeniem. Dlatego powstały 4 odrębne gałęzie Zgromadzenia. Dziś funkcjonują wspólnie jako Federacja Służebniczek.
- Chciałbym jeszcze zapytać, czy Pan pamięta Antolkę?
- Ach, tak. To kochane dziecko. Pamiętam, jak kiedyś rozmawiając ze mną, ta dziewczynka niespodziewanie postano-wiła zajrzeć pod mój surdut. Przytrzy-małem jej rączkę pytając, co robi. Dziew-czynka odpowiedziała, że chce zobaczyć Boga, który mieszka w moim sercu.
- Czy był Pan księdzem?
- Nie. Niestety nie. To było moim wielkim pragnieniem. Byłem w seminarium, ale stan zdrowia uniemożliwił mi zostanie kapłanem.
- Czy pamięta Pan dzień kiedy Jan Paweł II ogłosił Pana Błogosławionym?
- Tak. To był piękny czerwcowy dzień 1999 roku. Mieliśmy tu w Niebie wielkie święto. Nie zapominajcie, że teraz mogę wstawiać się za Wami.
- Pana życie było piękne. Jakie słowa chciałby Pan przekazać, jako receptę na szczęśliwe życie?
- „Każda dobra dusza jest jako ta świeca, która sama się spala, a innym przyświeca”.
- Bardzo wymowne słowa…
- Które można wprowadzić w czyn… Nie tylko siostry służebniczki mogą w ten sposób realizować Ewangelię … Pomagać, służyć i po, prostu starać się kochać drugiego człowieka. Do tego powołany jest każdy z nas. W dzieło miłości można włączyć się na różne sposoby… Tutaj podpowiem, że w Jaworzu od kilku lat istnieje Stowarzyszenie Rodzina Bł. Edmunda…Które rozwija charyzmat Zgromadzenia w sposób możliwy dla osób świeckich. Myślę, że mieszkające w Jaworzu siostry ucieszą się nowymi osobami, które do takiej Rodziny będą chciały należeć. I jeszcze jedno przesłanie, które wypowiedziałem, rodząc się dla Nieba 7 sierpnia 1871 roku. To był mój Testament dla sióstr, ale myślę , że słowa można odnieść do każdego: Kochajcie się i kochajcie się, a reszty nauczy Was Duch Święty…
- Błogosławiony Edmundzie. Przekażę te słowa. Dziękuję za rozmowę .
- Do zobaczenia w Niebie…
autor: S. Eliasza

